Wyprawa do RPA cz.1 – wątpliwości

Co byście zrobili gdyby wasz szef zadzwonił do was po godz. 18 i spytał czy macie ważny paszport?

Mi też wydało się to podejrzane, szczególnie że w tamtym okresie pracowałem dla niemieckiego koncernu i wyjazdy raczej się nie zdarzały. Całymi dniami walczyliśmy dzielnie z maszynerią, tak aby nie odmówiła posłuszeństwa, bo plan produkcyjny musi być wykonany. No proszę, a tu takie pytanie. Wątpliwości, wątpliwościami ale odpowiedziałem twierdząco… i tak zaczęła się jedna z moich najlepszych przygód – wyprawa do RPA!

– No to stary, szybko przywieź paszport do firmy bo musimy wyrobić Ci wizę pracowniczą! Dyrekcja w HQ zarekomendowała Ciebie na wyjazd do RPA do naszego oddziału w Port Elisabeth! Najpierw się ucieszyłem jak dziecko, a potem dotarło do mnie, że to po drugiej stronie globu i to na drugiej półkuli. No cóż – one kozie death pomyślałem, z resztą tak na prawdę nie miałem za dużego wyboru – słowo się rzekło.

Wpadłem do domu i oznajmiłem rodzinie, że jadę na wyprawę do …. Afryki! Wiem, że teraz to nie wydaje się niczym nadzwyczajnym ale był rok 2002 i dla mnie taka podróż była czymś na prawdę osobliwym… Tym bardziej dla moich rodziców. Mama prawie spadła z krzesła, tylko tato jak zawsze pozostał opanowany i zadał mi pytanie – no i co ty tam będziesz robił? Oooo tak! Pytanie klucz – co ja tam będę robił??? Właśnie do mnie dotarło, że nie mam bladego pojęcia po co mnie tam wysyłają, ale nie zamierzałem martwić się na zapas.

Znajomi i przyjaciele różnie reagowali na mojego newsa odnośnie wyjazdu. Jedni gratulowali, inni snuli opowieści o tym co się tam dzieje od czasu obalenia Apartheidu, a ja nabierałem coraz to większych wątpliwości odnośnie wyjazdu.

Po przeczytaniu historii RPA i zebraniu informacji na temat tego młodego kraju, po cichu zacząłem marzyć, że nie uda im się w ekspresowym tempie załatwić mi tej wizy i będzie po temacie. Nic dziwnego, że się bałem od czasu eksodusu białych minęło dopiero 8 lat i kraj był nadal niebezpieczny jak cholera.

Żeby lepiej zrozumieć moje odczucia wtedy, załączam obecną informację z MSZ odnośnie bezpieczeństwa w RPA:

Port Elisabeth – RPA

„RPA należy do krajów o bardzo wysokim zagrożeniu brutalną przestępczością kryminalną. Odnotowuje się znaczną liczbę napadów rabunkowych z bronią, (często kończących się zabójstwami), gwałtów i innych przestępstw. Nie zaleca się podróżowania wieczorem i w nocy, przebywania w regionach i dzielnicach miast (także na ulicach centralnych) bez upewnienia się co do bezpieczeństwa w konkretnym miejscu. Należy zachowywać ostrożność w miejscach publicznych – na lotniskach, dworcach kolejowych i autobusowych, a także w taksówkach, których kierowcy bywają powiązani ze światem przestępczym. O ile to możliwe, wskazane jest podróżowanie w zorganizowanych grupach, z doświadczonym przewodnikiem.” (źródło: https://polakzagranica.msz.gov.pl/Republika,Poludniowej,Afryki,ZAF.html)

Widzicie, co innego jest marzyć o przygodach, a co innego gdy przygoda zapuka do Ciebie. Nie będę pisał jaki to ze mnie „kozak” i jak to wpadłem na czarny ląd bez wątpliwości i cienia strachu. Do tego wszystkiego – panicznie boję się węży…

Okazało się, że wizę dostałem bez problemu (na układy nie ma rady :)) i zaczęło się odliczanie do mojej wyprawy do RPA.

Z każdym dniem, uczucie niepokoju narastało we mnie. Natłok myśli powodował dziwne uczucie w brzuchu. Najlepsze jest to, że prawie do samego wylotu nie wiedziałem, po co właściwie tam jadę i jaki jest plan.

Przed wylotem dowiedziałem się, że jadę tam jako specjalista od jakiegoś urządzenia, którego oczywiście nigdy na oczy nie widziałem – standard. Niemcy nie bardzo palili się do takiego wyjazdu, a jak wiadomo gdzie diabeł nie może – tam Polaka wyśle ;).  Na otuchę usłyszałem od szefa: ” wiesz, albo wrócisz na tarczy…, albo z tarczą”. No to już wiedziałem – to będzie albo jedna z pierwszych misja albo … ostatnia.

Na pytanie o długość mojej delegacji usłyszałem, że na początek 3 miesiące… No pięknie, 3  miesiące w RPA, nie ma co. Na szczęście zbliżały się wakacje, ale zaraz, zaraz to przecież oznaczało, że przeżyję dwie zimy tego roku i dwie wiosny… Nie spodziewałem się, że zostanę tam jeszcze dłużej…

Dzień przed odlotem poproszono mnie o pojawienie się w gabinecie pani dyrektor finansowej, która miała mi zapewnić uposażenie – to nie były czasy, w których każdy miał kartę kredytową… W związku z tym dostałem 3,5 tys dolarów … w gotówce. – na miejscu będziesz to sobie wymieniał na Randy – oficjalną walutę RPA. Teraz to dopiero miałem stracha, jeżeli tutaj w Polsce, bałem się chodzić z taką gotówką przy sobie, to co dopiero tam…

Pamiętam jak pokazałem kasę mojemu bratu a on poprosił o możliwość włożenia tego do portfela – jak dziś pamiętam jego: „oooo kur… nie chce się zapiąć” Fakt, dotychczas nie miałem w ręku tyle gotówki. Pozostało mi się tylko spakować i czekać na datę odlotu.

Spakowałem się najlepiej jak potrafiłem, zabrałem … dużo książek do czytania wieczorami, które stanowiły sporą część balastu mojego bagażu, jeszcze wtedy nie wiedziałem, że … nie będę miał czasu czytać, miałem 24 lata i byłem na tyle ciekawy świata, że tłumiąc lęki ruszyłem w drogę na lotnisko – tak właśnie zaczęła się jedna z najlepszych przygód w moim życiu…

CDN…

Zapisz

Zapisz

Blog prowadzi: Daniel Trzciński

Praca w domu to czasem piekło! Jeśli często odczuwasz to samo to dobrze trafiłeś(aś) – wspólnie poskromimy tego demona.