Piątunio

Przez ostatnie kilka lat piątunio kojarzył mi się z jednym – pizza i browary. Czemu? Bo to była taka forma nagrody za ciężki tydzień pracy!

Już wracając do domu z pracy, jeszcze w samochodzie, wykręcałem numer do mojej ulubionej pizzerii i zamawiałem to co zawsze:
duża mexicana, bez oregano, do tego sosik czosnkowy. Zawsze duża. Po jakimś czasie, panie z pizzerii poznawały mnie już po głosie i pytały czy to co zawsze. Czasem zamawiałem dodatkowo piwo, bo nie chciało mi się iść do sklepu.

Piątek był też dniem filmowo-serialowym. Rozkładaliśmy się w salonie i zaczynaliśmy seans, w trakcie dzwonek do drzwi, zaprzyjaźniony dostawca przynosił zamówienie i siadaliśmy do tłustej wyżerki. Kurde, jakie to było dobre, swoja drogą jak to jest, że wszystkie fast foody są takie pyszne…, to nie sprawiedliwe. Niech ktoś do cholery wyprodukuje brokuła o smaku hamburgera 😉

Pizza była zawsze mega ostra, co powodowało wypicie 3-6 browarów do tego, cudownie, po prostu cudownie. Obżarci i szczęśliwi paśliśmy się cały wieczór na kanapie, od czasu do czasu robiąc przerwę na dolewkę browara lub wina.

Na efekty nie trzeba było długo czekać, brzuszysko zaczęło rosnąć w zastraszającym tempie, waga? Kto by się przejmował głupią wagą – przecież mi się należy.

Tak właśnie kojarzy mi się piątunio, z wyżerką, brakiem limitów w jedzeniu i piciu. Teraz już wiem, że powinien był mi się kojarzyć z planowaniem wyprawy weekendowej, pakowaniem się na wycieczkę rowerową lub motocyklową. Wycieczką w góry, nad morze czymkolwiek innym niż pizza i browar.

Waga nieubłaganie pokazywała 147 kg. wiecie jak taki gość się męczy? On nosi na sobie drugiego człowieka, nawet jak ma prawie dwa metry wzrostu ;). Wyobraź sobie, że bierzesz na barana szczupłą koleżankę i popierdzielasz z zakupami w ręku na 4 piętro schodami. Chciałbym to zobaczyć, czy aby na czole nie pojawi się kropla potu.

Bądź miły dla grubych, bo mogą uratować Ci życie 😉 i rysunek z niedźwiedziem – to nie tak, miś zaatakuje pierwszy mniejszego :), zwierzęta polują najpierw na słabsze tak zwane minionki ;), gruby zostanie potraktowany jako boss w ostatnim levelu gry i zaatakowany na końcu – tak mi przynajmniej tłumaczył mój przyjaciel, który może doktoratu z zoologi nie ma, ale zna się na rzeczy.

Takie piątunia odeszły do lamusa, teraz jest trening, plan na sobotę i co najważniejsze… nie ma już pizzy…

– hola, hola a Browar???

Cóż, browar po prostu lubię i od czasu do czasu zamierzam go nadal pić, choć już nie w takich ilościach jak kiedyś.  Odmawianie sobie wszystkiego jest dobre dla wyczynowców i zawodowych sportowców, tymczasem wasze zdrowie!

Jakie macie plany na piątki? Aktywnie? Leniwie?

 

Blog prowadzi: Daniel Trzciński
Praca w domu to czasem piekło! Jeśli często odczuwasz to samo to dobrze trafiłeś(aś) – wspólnie poskromimy tego demona.