Pełna chata gości, brzmi strasznie, ale nie jest tak źle jak mogło by się wydawać.

Ostatnio miałem nalot znajomych. Moje mieszkanie dawno nie przeżywało takiego oblężenia. Ale od początku…

Nasze początkowo skromne grono blogerów zaczęło się rozrastać i nagle okazało się, że jest nas całkiem pokaźna grupka. Był tylko jeden problem, prawie wszyscy znaliśmy się tylko w sieci. Wyjątkiem był Karol, który osobiście znał powiedzmy 80% załogi. Na etapie pomysłu wszystko szło jak po maśle, wrzuciliśmy na FB informację o spotkaniu no i  ….

Super! Niedawno moje mieszkanie przeszło remont i … cóż jeszcze nie skończyłem sprzątać. Bieżąca praca, blog i jeszcze kilka innych prywatnych spraw na głowie skutecznie utrudniało mi zakończenie sprzątania.

Od jakiegoś czasu mieszkam sam, i jak większość facetów, średnio radzę sobie z pracami domowymi ;). Żeby nie było, mieszkanie nie wygląda jak po tsunami ale brak tutaj kobiecej ręki. Dlatego wraz ze zbliżającym się terminem spotkania zacząłem poważnie się martwić, co to będzie… a jak nie przyjadą w gości tylko na inspekcję? 🙂

Doprowadziłem chatę do stanu „akceptowalnego” i czekałem. Pierwszy przybył Karol, za nim Kasia, która szybko przejęła dowodzenie i roztoczyła nad nami opiekę (Dziękuję!!!). Karol zajął się kuchnią i zacząłem wierzyć, że to się uda, bo inaczej byłby prawdziwy Hell… Ja, zostałem oddelegowany do kwestii logistycznych no i trunkowych 😉

Następnego dnia przybyła reszta naszej ekipy Klaudia, Tatiana i Ania. Ekipa była w komplecie a dom zaczął tętnić życiem, śmiechem i rozmowami. Żeby nie było, to nie było spotkanie tylko na pogaduszki, było szkolenie i prezentacje 🙂 Nie ma lekko, nasz Admin nam nie odpuścił.

Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i w niedzielę pożegnałem moich gości i wróciłem do pustego domu, wiecie jakie to straszne? Nie ma do kogo buzi otworzyć, z kim się pośmiać… Do czegoś takiego można się przyzwyczaić i już zdążyłem to zrobić, te spotkanie uświadomiło mi jak bardzo się oszukuję 🙂 Chyba nie ma nic straszniejszego, jak śmiech i rozmowy cichną a w tle słychać tylko bełkot z telewizora… Koty, też jakieś smutne…

Smutno tak jakoś, ale niedługo znów się spotkamy 😉

Blog prowadzi: Daniel Trzciński

Praca w domu to czasem piekło! Jeśli często odczuwasz to samo to dobrze trafiłeś(aś) – wspólnie poskromimy tego demona.