Mój Pierwszy Wyjazd cz.2

Długo zbierałem się do napisania kontynuacji Mój Pierwszy Wyjazd, pierwsza część była o pakowaniu, planowaniu i hotelu. Cz.2 będzie o drodze i czymś z czym nadal można się na niej spotkać – Road Rage…

Samochód służbowy, czasem mamy wpływ na jego wybór a czasem po prostu dostajemy co jest i trzeba sobie radzić. Ja na mój pierwszy wyjazd zabrałem Forda Focusa II, wersja 90 konna – nic specjalnego, brak zestawu głośnomówiącego, tempomatu i podłokietnika ;). Innych ułatwień nie wspomnę. Dobrze, że miał klimę.

W 2008 r. drogi i komunikacja pozostawiały jeszcze wiele do życzenia, Warszawa w przebudowie, większość dróg dojazdowych w przebudowie, jedna nitka autostrady A4 – większość pamięta.

Podróż służbowa to nie wycieczka, trzeba to sobie wbić do głowy, bo inaczej będzie źle. Jesteś w pracy! Masz zadanie do wykonania i musisz odpowiednio to zaplanować: godz. wyjazdu, warunki na drodze, niespodzianki, które mogą Cię spotkać…

Ja musiałem ruszyć na północ, jeszcze wtedy jeździło się przez Łomianki, most był w przebudowie, jazda na zakładkę nie istniała – jeden wielki armagedon na drodze. Ktoś kogoś strąbił, ktoś komuś pogroził itd. Nawigacja w moim Palmtopie prowadziła bezlitośnie przez zakorkowaną do granic możliwości drogę. Ktoś pamięta co to Palmtop? Nie? Kiedyś nie było nawigacji w telefonie, internet LTE był marzeniem ściętej głowy, prym wiodły wtedy nawigacje Automapa itp. Kręcenie filmów? Jakie kręcenie 😉

Tocząc się w korku wszyscy są nerwowi, upał, pośpiech wszystko daje się we znaki. Przyszło mi doświadczyć jazdy „po Warszawsku” – gość, który ominął większość korka prawą stroną, łamiąc mnóstwo przepisów, dojechał akurat do mojego samochodu i próbował wcisnąć mi się przed maskę dojeżdżając gwałtownie do mojego auta. Nie widziałem kierowcy bo boczne szyby były przyciemnione. Arogancja kierowcy, spowodowała, że postanowiłem go nie wpuścić – sam dojechałem gwałtownie do przodu. Gość opuścił szybę i gestykulując wykrzykiwał coś pod moim adresem. Uśmiechnąłem się szeroko do niego i machnąłem ręką… no i się zaczęło.

Typowi, udało się wcisnąć przed następny samochód i rozpoczął pogoń za mną. Mrugał światłami, zajeżdżał mi drogę i spychał z jezdni. W końcu zmusił mnie do zatrzymania, bo sytuacja zaczęła robić się niebezpieczna. Stanęliśmy na poboczu wzdłuż Wisły. Z Passata wytoczył się gruby koleś w brązowej skórze i z groźną miną ruszył w moim kierunku. Domyśliłem się, że idzie mi wytłumaczyć, w najbardziej prymitywny sposób, że to on tutaj rządzi i może sobie jeździć gdzie chce i jak chce.

Problem polega na tym, że sam nie jestem osobą małą i drobną. Brzydzę się przemocą, ale nie jestem osobą, która nadstawia przysłowiowy drugi policzek.  Oczami wyobraźni już widziałem, jak szarpie za drzwi, otwiera i w dużej przewadze wyjaśnia mi „na migi”, że nie wolno mu się sprzeciwić.

Dlatego też, postanowiłem wysiąść i stawić mu czoła na równych zasadach. Wtedy stało się coś dziwnego, facet stanął na przeciw wielkiego chłopa (mam 194 cm i jestem w klubie 100+), stanął jak wryty i już nie podążał do żwawo w moim kierunku.

– zniszczę Cię! – Krzyknął. – To chodź i niszcz, bo się śpieszę na spotkanie! -Odkrzyknąłem. Zacząłem pomału iść w jego kierunku. Facet rakiem zaczął się wycofywać do auta wykrzykując kolejne groźby pod moim adresem. Gdy byłem już 2m od niego, zatrzasnął drzwi i ruszył z piskiem opon.

Tak się skończyło moje pierwsze starcie na drodze, wsiadłem i ruszyłem w dalszą drogę. Zastanawiałem się, co by było gdybym był bardziej mikry… Pewnie furiat wyładowałby na mnie swoje frustracje.

Moja rada: w takich sytuacjach unikajcie konfrontacji za wszelką cenę, zadzwońcie na policję. Przede wszystkim przemyślcie zakup kamerki do samochodu, taka kamerka skutecznie odstrasza napastników i czasem nawet pomaga uniknąć fałszywych oskarżeń pod naszym adresem.

CDN….

Zapisz

Blog prowadzi: Daniel Trzciński

Praca w domu to czasem piekło! Jeśli często odczuwasz to samo to dobrze trafiłeś(aś) – wspólnie poskromimy tego demona.