Magiczne słowo…

Całe życie z debilami, tak sobie powtarzałem pracując w olbrzymiej korporacji w dziale utrzymania ruchu, ehh wszyscy mnie denerwowali, każdy coś ode mnie chciał, multum obowiązków, projektów i wyzwań… i w pewnym momencie zdecydowałem, że dość tego i trzeba zrobić porządek (po ośmiu latach). Tadddddaaa  zrobiłem – przeniosłem się do Wa-wy, wybierając pracę, o której nie miałem zielonego pojęcia i postanowiłem się przebranżowić – tak, tak i to jak ! -zostałem Project Managerem!

Gdyby ktoś, ktokolwiek mi kiedyś powiedział jak to będzie wyglądało i jaki będzie miało na mnie wpływ to roześmiałbym się mu w twarz. Oczami wyobraźni widziałem siebie żeglującego po naszych pięknych tfuuu drogach, być sterem, żeglarzem, okrętem – zero odpowiedzialności za ludzi, tylko ja, moje decyzje i moja odpowiedzialność, spotkania biznesowe, wszyscy mili i uśmiechnięci.  Moje oczekiwania, nie mogę powiedzieć spełniły się ale tak w 30%, okazało się, że z odpowiedzialności za głupotę innych nikt mnie nie zwolni, może nie bezpośrednio ale nadal musiałem walczyć a to z kolegami z biura a to z samym szefem no i… do tego doszli klienci. Zajęło mi to kolejne 6 lat mojego życia, podczas których moje postrzeganie systemu pracy uległo wypaczeniu.

W chwili przechodzenia przez kolejny kryzys egzystencjalny pojawiła się nietuzinkowa oferta – niby podobnie ale większa odpowiedzialność, zakres działania, kasa, lepszy samochód itd. no i coś o czym zawsze marzyłem HOME OFFICE! Wyobraźcie sobie, nie trzeba się zrywać, wstajesz i już jesteś w robocie – nigdy nie zaśpisz (no chyba że na samolot… ale o tym kiedy indziej) po prostu BOMBA! Taaak HOME OFFICE moje marzenie, będę wstawał rano, trenował, potem pełna zapału praca, w przerwie obiadek z własnej lodówki no i brak stania w korkach na koniec pracy – SUPER! A wyjazdy planowane osobiście, bez specjalnych wskazań – wszystko jak sobie sam ustalę! Jak sobie przypomnę towarzyszący mi entuzjazm to… no właśnie to uśmiecham się sam do siebie z politowaniem. Przysięgam, przez myśl mi nie przeszło jak może wyglądać ten upragniony styl pracy i jak szybko można słowo HOME zamienić na … HELL.

Blog prowadzi: Daniel Trzciński
Praca w domu to czasem piekło! Jeśli często odczuwasz to samo to dobrze trafiłeś(aś) – wspólnie poskromimy tego demona.