Kot w dom – Gajer w sierści

„Kot w dom gajer w sierści” – parafrazując popularne przysłowie, chciałbym wam opowiedzieć jak wygląda życie z tymi puchatymi zwierzątkami.

Zawsze chciałem mieć zwierzątko np. psa ;), od wielu lat marzę żeby taki sprytny Jack Russell przyniósł mi kapcie i butelkę piwa po wejściu do domu.

Niestety nie ma tak lekko, kto i kiedy by biedaka wyprowadzał, tresował, no i był dla niego…

Kocham zwierzęta i dlatego nie zrobiłbym takiej krzywdy zwierzakowi, żeby zostawiać go samego na kilka dni. Z kotem jest inaczej, on sobie znajdzie zajęcie, szczególnie jak ma jeszcze drugiego kumpla do zabawy. Tak! Mam koty, biegają, szkodzą, polują na wszystko co nieopacznie wleci do domu przez okno i są szczęśliwe.

Dość tego słodzenia, czasami moje sierściuchy powodują, że moje życie jest bardziej HELL – a to przed wyjściem z domu, po starannym oczyszczeniu się z sierści przyjdą mnie czule pożegnać… i zaczynamy czyszczenie od nowa. Czasem wyczyszczony wieczorem tytułowy garnitur w magiczny sposób potrafi spaść z wieszaka i rano zastajemy puchatą kulkę, która dzielnie pilnuje siedząc na nim… Innym razem do świeżo spakowanej walizki wpakuje się również gapowicz, który ułoży się na tak zwanych „odkoconych” ubraniach. Czarne ubrania – uwielbiam, ale przed wyjściem z domu, powinienem mieć jakąś specjalną kabinę wolną od sierści. Chyba najgorsze jest to, że nigdy nie dasz rady usunąć sierści tak dokładnie, żeby nie wynieść jej do samochodu. Wyobraźcie sobie, że udało wam się uniknąć wszystkich pułapek, które misternie zastawiły na was koty, nawet tych najbardziej subtelnych jak torba, przypadkowe otarcie o nogawkę – wsiadacie do samochodu no i … dupa – siedzenie też jest w sierści, więc – garnitur w sierści, koszula w sierści… nic tylko siąść i płakać. Dobra, przesadzam z tym płakaniem, nie jest tak źle, bo wiecie co? Należy trochę wyluzować, nie zawsze trzeba być perfekcyjnym do potęgi, ludzie, którym przeszkadza odrobina sierści na waszej nogawce, sami mają problem – niech sami siedzą w sterylnych mieszkaniach, namiotach tlenowych i w czym tam jeszcze, nie wszystkim musi się to podobać.

Ja nie zrezygnuję z przyjaźni moich puchatych przyjaciół tylko dlatego że czasem trafi się jakiś kłaczek. Na koniec moich wywodów na temat kociej sierści, opowiem wam prawdziwą historię, która mi się przytrafiła:

Wracam zmęczony z delegacji, wchodzę po schodach na moje 4 piętro i w okolicach 3 piętra spotykam grupę sąsiadów, którzy dyskutują o czymś podniesionymi głosami. Przystanąłem na chwilę i grzecznie zapytałem, czy coś się stało, na co sąsiadka z wypiekami na twarzy podniesionym głosem oznajmiła, że widziano w bloku „SZCZURA”! Tak, szczura! Na tą informację odpowiedziałem zdawkowo zmęczonym głosem – aaa szczura, to ok. – i ruszyłem na następne piętro w kierunku mieszkania. Za moimi plecami usłyszałem szmer, a potem głośne – a pan myśli, że go to nie dotyczy??? – Tak! Tak właśnie myślę – odpowiedziałem, a w myślach dodałem, trzeba było sobie przygarnąć kota! Zadowolony z obrotu sprawy, pomaszerowałem do domu nagrodzić moich dzielnych defenderów.

Rzeczonego szczura oczywiście nigdy nie spotkałem, musiałby być samobójcą żeby odwiedzić akurat mój lokal. W moim mieszkaniu może można znaleźć sierść, ale nie uświadczycie, pająka, muchy czy czegokolwiek innego – nad tym czuwają moi przyjaciele ;).

PS. Jeżeli ktoś z was zna skuteczne sposoby na pozbywanie się sierści z ubrań, z chęcią przyjmę wszystkie dobre rady!

Blog prowadzi: Daniel Trzciński
Praca w domu to czasem piekło! Jeśli często odczuwasz to samo to dobrze trafiłeś(aś) – wspólnie poskromimy tego demona.