Znacie te uczucie, kiedy otwieracie oczy, idziecie do łazienki a potem… czajnik, ekspres obojętne, robicie sobie pyszną aromatyczną kawę?
Pierwszy łyk i do tego … Kawa i papierosy. Wiem, że to niezdrowe bla bla bla…

Nie mam wielu nałogów, mam dokładnie dwa – jestem uzależniony od cholernie mocnej kawy i papierosów. Te pierwsze, wszyscy akceptują,

choć czasem nie spotykam się ze zrozumieniem, kiedy proszę o „mocną” kawę. Lubię myśleć, że troszczą się o moje serce, a nie pożałowali mi dodatkowych dwóch łyżeczek kawy ;).

Drugi nawyk, bardzo mało popularny w tych czasach – palenie. Cholera – próbowałem odstawić za namowami znajomych… no właśnie, zawsze to były namowy, więc jak się pewnie domyślacie, na niewiele się zdały nikoretty, desmoksany, plastry, prądy i … hipnoza. No niestety, do puki nie odnajdę w sobie wewnętrznego przekonania o rzuceniu – nie rzucę. Taki mój urok, po prostu jaram fajki.

Wróćmy na chwilę do kawy, tak jak wspominałem uwielbiam mocną kawę, jeżeli znajdę kiedyś kawiarnię, w której ktoś poczęstuje mnie kawą, która zapewni mi szybsze bicie serca – zostanę stałym bywalcem, to nie żart – na prawdę! Ostatnią taką kawę piłem w Tarragonie w Hiszpanii.

Byłem wtedy na projekcie w Hiszpanii, dzień wcześniej dowiedzieliśmy się, że firma, w której robiliśmy standaryzację pokrywa wszystkie rachunki… Jak możecie się domyślić ja i moi niemieccy koledzy dorwaliśmy się do baru z jednym celem – przetestować większość lokalnych trunków. Skończyło się jak zawsze… musiałem nieść 2 moich germańskich kolegów do hotelu, na szczęście nie było daleko. To tak tytułem wstępu.

Na następny dzień mieliśmy wielkie plany – zwiedzanie, imprezę na plaży etc. O dziwo nawet udało nam się wstać zgodnie z planem, co było dziwne, zważywszy na ilość wypitego alkoholu poprzedniej nocy. Na szczęście jeden kolega się oszczędzał i dlatego został honorowym driverem :). Nasz hotel był położony kilka kilometrów od Tarragony, tak więc już w okolicach godziny 9 byliśmy na miejscu.

Ruszyliśmy najpierw w poszukiwaniu kawy, ponieważ 99% wycieczki wyglądała jak obsada Walking Death. Na szczęście tuż przy plaży był okrągły bar i tam postanowiliśmy naładować baterie… (próbowałem go odnaleźć na mapie google, żeby go wam pokazać, ale mi się nie udało). Rozsiedliśmy się przy barze no i złożyłem zamówienie – „Para mí, me gustaría un triple espresso” 

Lokalni bywalcy spojrzeli na mnie jak na ufoludka i wymienili się jakimiś uwagami między sobą. Ja czekałem, jak się okazało na najlepszą kawę w moim życiu. Barman przyglądał mi się z niekrytą ciekawością, moi koledzy nie zwracali na mnie uwagi, bo zawsze zamawiałem potrójne espresso. Kochani, po pierwszych dwóch łykach poczułem … ambrozję, tak, tak musi smakować ambrozja.

To był prawdziwy napój bogów, moje serce zaczęło bić szybciej, poczułem najpierw ciarki na karku, potem serce przyspieszyło, poczułem wyraźnie puls w tętnicy szyjnej a potem w skroniach. Oczy prawie nie wyszły mi z orbit, a świat stał się wyraźny jak nigdy. Kawa zniwelowała skutki całonocnego picia. To było niesamowite uczucie, mogłem przenosić góry. Kojarzycie te motywy z bajek, kiedy ktoś wypija mocną kawę i ma powera do zrobienia… absolutnie wszystkiego?

Tak właśnie się czułem! Do tego jeszcze odrobina nikotyny i byłem w siódmym niebie. Nie wspomniałem, że wtedy można było palić w Hiszpanii absolutnie wszędzie? Nie? No to wspominam :). Totalny odlot. Wtedy myślałem, że to kraj dla mnie, niestety kilka lat później i tam wprowadzili wszystkie zakazy 🙂

Wracając do teraźniejszości, tak właśnie zaczynam swój dzień – od mocnej kawy i papierosa…, z każdą zaparzoną kawą mam nadzieję, że znów doznam tego błogiego doświadczenia, lecz niestety po większości kaw … mogę iść spać.

Ciekawe co was wybudza ze snu i porannego otępienia? Gdzie piliście swoją najlepszą kawę w życiu? Może gdzieś w Polsce znajdę takie miejsce dzięki wam?  Najlepiej ze stolikiem na zewnątrz, bo do dobrej kawy… z chęcią bym zapalił..

Blog prowadzi: Daniel Trzciński

Praca w domu to czasem piekło! Jeśli często odczuwasz to samo to dobrze trafiłeś(aś) – wspólnie poskromimy tego demona.