Jestem oazą spokoju….

Jestem oazą spokoju… – znacie ten tekst ? Całość brzmi tak: „Jestem oazą spokoju, zajebiście ku@#a wyluzowanym kwiatem lotosu, na pier@#$onej tafli jeziora…”  Często sobie to powtarzam, żeby nie eksplodować w niewłaściwej chwili. Dzisiaj będzie właśnie o rozładowaniu nerwów.

Dzień jak co dzień, budzisz się, prysznic, robisz kawę, śniadanie i z marazmu wyrywa Cię pierwszy telefon… Tak, tak – jesteś w pracy, home office zobowiązuje. Masz dobry humor, jeszcze nikt Ci go nie popsuł, ale nagle okazuje się, że to właśnie ten pierwszy telefon i to z samego rana ehhhh…..

Pomimo, że praca w domu ma zalety  – nie stoisz w korkach, nie wstajesz 2 godziny wcześniej, żeby dojechać – powrót, też super – „pstryk” i jesteś w domu. Po prostu bajka… ale wiadomo, że z bajkami bywa różnie.

Dopiero pracując z domu, zaczynasz doceniać kolegów w biurze, z którymi można było wyjść na papierosa i pożalić się na klienta lub na dostawcę, rozładować stres rozmową i problem obrócić w żart.

Wszyscy, którzy dzielą  ze mną – tą wątpliwą przyjemność pracy z domu, znają z autopsji problem narastającego stresu powodowanego rozmowami z klientami, kontrahentami i współpracownikami… Niby można rozbić szklankę, talerz lub trzasnąć drzwiami… ale pamiętajcie jesteście we własnym domu, cokolwiek byście zniszczyli – zniszczycie własne rzeczy.

Nieszczęsnymi świadkami naszej boleści są zazwyczaj 4 ściany, bliscy lub Bogu ducha winne zwierzęta domowe. Chyba wszyscy zgodzą się ze mną, że tak to nie powinno wyglądać. Długo kumulowany stres, może być gorszy od bomby atomowej…, więc lepiej go rozładowywać na bieżąco. Metod na radzenie sobie ze stresem, jest wiele – ja wam opowiem jak radzę sobie z poziomem nerwów DEFCON 2.

Więc stało się, jesteśmy o krok od wywołania wojny nuklearnej – moje rozwiązanie to :

Taddddaaaam  – WOREK! Tak, worek bokserski, który po negocjacjach zawisł w moim salonie! Nie na stałe – w miarę potrzeb, można go zawiesić  i potem schować do szafy.   Pomaga dać upust zbierającemu się ciśnieniu. Wystarczy dwu-minutowa rundka z workiem i życie staje się piękniejsze!

Dla naprawdę wkurzonych, zawsze można wydrukować zdjęcie osoby, lub z braku zdjęcia wystarczy kartka z karykaturą adwersarza  (my już i tak wiemy o kogo chodzi!) i walić w worek / kartkę, aż do skutku. Po całym zabiegu, należy uzupełnić płyny, obmyć twarz i złapać oddech. Ulgę przyniesie też widok zmasakrowanej kartki ze zdjęciem lub nazwiskiem.

Potem możemy wrócić do pracy. Niestety, rozwiązanie nie jest permanentne, dlatego należy je powtarzać ilekroć najdzie nas ochota, żeby popełnić zbrodnię ? .

Po za tym, że worek, zadba o nasze zdrowie psychiczne, jest też świetnym narzędziem do utrzymania nas w dobrej formie

A wy jak walczycie ze stresem? Macie jakieś ciekawe pomysły?

Blog prowadzi: Daniel Trzciński

Praca w domu to czasem piekło! Jeśli często odczuwasz to samo to dobrze trafiłeś(aś) – wspólnie poskromimy tego demona.