Hell Hotel

Lubicie, jak ktoś robi coś dla was? Fajnie jest jak ktoś się zajmie za was „mało-ważnymi” sprawami, ale niesie to za sobą czasem przykre niespodzianki 😉 .

W mojej poprzedniej firmie była tradycja, że dziewczyny z naszego helpdesku robią rezerwacje hoteli. Wydawało by się, że super, ktoś za Ciebie obdzwoni, sprawdzi i poda na tacy. Więc podałem  im miejscowości docelowe i czekałem na potwierdzenie rezerwacji. Dziewczyny oczywiście przesłały mi listę hoteli i mogłem ruszać w drogę.

W zasadzie wszystko było ready, plan podróży może i owszem bardzo optymistyczny, ale co tam, do dzieła. Wstałem o 5 rano, szybki prysznic, walizka i do autka. Niby 6 rano powinno być ok, lecz trafiłem na koreczek, zdarzyła się też przygoda ala „road rage” (o tym kiedy indziej), dojechałem na styk choć wg mojej rozpiski wszystko powinno być ok.  Dopiero po pierwszej wizycie, która trochę się przedłużyła zorientowałem się, że do drugiego klienta mam około 40 min. Drogi, a spotkanie jest za 20 min. Zadzwoniłem speszony, tłumacząc się korkami, poprosiłem, żeby chwilę poczekali na mnie i ok. Zadowolony z siebie, że tak sprytnie ogarnąłem temat przyjechałem na miejsce. Okazało się, że ta wizyta nie była kurtuazyjna, tylko mieli naprawdę dużo do przeanalizowania – 4 godziny później mogłem odwołać 3 wizytę, bijąc się w pierś, że niebawem ustalę nowy termin. Byłem zły na siebie, że plan się sypnął, pomyślałem, że jutro będzie lepiej. Dobra to gdzie ja miałem ten hotel? W jakimś miasteczku obok – ok. ruszyłem z nadzieją, że szybko dojadę i będę mógł troszkę odpocząć. Nawigacja doprowadziła mnie na miejsce, Hołek powiedział, że jestem u celu, rozglądam się i o zgrozo widzę jakąś chatkę, zabitą dechami – dosłownie, psy „dupami” szczekają, nosz kur@$a! Dobra, wyciągnąłem wydrukowanego maila od dziewczyn, HA! Mam numer telefonu, zaraz wszystko objaśnimy.  Dzwonię do Hotelu i pytam się jak mam do nich dojechać, bo moja nawigacja chyba coś mi źle pokazuje, Pani potwierdza adres i mówi że czekają na mnie, wszystko zaczęło się wydawać jakimś chorym żartem. Nagle coś mnie tknęło – przepraszam w jakim województwie znajduje się Państwa hotel? –  Podkarpackim! – powiedziała miła pani w słuchawce. I wszystko stało się jasne, nazwa miejscowości – ta sama, ulica też tylko, że ja byłem w okolicach Bydgoszczy. Odwołałem rezerwację i przeprosiłem za problem a potem zostałem sam. W dosłownym tego słowa znaczeniu SAM! Bo, było już po szesnastej, a dziewczyny, które mnie tak wystawiły poszły już do domu i nie było nawet co dzwonić do biura. Na szczęście miałem gdzieś modem, pomyślałem, że poszukam sobie w sieci nowego hotelu (to były czasy, kiedy smartfony były nowością a Internet był dość kosztowny), niestety modem, który dostałem nie pasował do mojego komputera… No cóż, jedyne co mi pozostało to znaleźć nocleg w tradycyjny sposób – pytając ?.  Błądząc od hotelu do hotelu dowiedziałem się, że w Bydgoszczy odbywa się …. Olimpiada lekkoatletyczna – wszystkie miejsca zajęte, masakra! Oczami wyobraźni  już widziałem siebie śpiącego w samochodzie, kiedy usłyszałem, że miejscowości Białe Błota jest jakiś hotel pracowniczy i tam powinienem spróbować. Super! Dotarłem pod wskazany adres, miła pani ustaliła ze mną stawkę, dała klucz i podała kolejny adres. Przyjechałem na miejsce i pierwsze co usłyszałem, wysiadając z samochodu to pijackie przekleństwa, akcent dyskutujących zdradzał, że ekipa jest zza wschodniej granicy. Otworzyłem drzwi i moim oczom ukazała się sala z łóżkami piętrowymi a w nozdrza uderzył mnie zapach starych skarpet. Było już późno, nie miałem siły już się kłócić z nikim,  na szczęście miałem w samochodzie spakowany śpiwór – uff – uratowany, pomyślałem. Został jeden problem, w okolicy nie było parkingu strzeżonego i szczerze zastanawiałem się czy samochód rano nie będzie stał na cegłach i czy w ogóle będzie stał … Byłem tak zmęczony, że nawet pijackie śpiewy zza ściany nie przeszkodziły mi usnąć. Wstałem skoro świt, łazienka wyglądała jak by coś tam zdechło, ale i tak potrzebowałem kąpieli. Na pewno nie zaskoczę nikogo, jak powiem, że woda była … zimna a ciepłej się nie doczekałem. Z radością odkryłem, że auto jest i to nawet całe. Zapakowałem się z radością, pojechałem oddać klucze i  szukać śniadania. Chyba wolał bym spędzić noc w nawiedzonym miejscu, obiecałem sobie, że nigdy więcej tak ważnej rzeczy jak mój nocleg, nie zostawię komuś innemu.

Wniosek z tej przygody jest jeden – chcesz coś zrobić dobrze – zrób to sam! No dobra, możesz kogoś poprosić, ale nic Cię nie zwalnia ze sprawdzenia, czy zadanie zostało poprawnie wykonane ?

A Wy ? Mieliście przykrą przygodę związaną z rezerwacjami? Przytrafiło się wam coś śmiesznego? Dajcie znać, może inni dzięki temu nie wpadną w tarapaty ?

zdjęcie w tle Designed by Freepik

Blog prowadzi: Daniel Trzciński
Praca w domu to czasem piekło! Jeśli często odczuwasz to samo to dobrze trafiłeś(aś) – wspólnie poskromimy tego demona.