Dom, biuro, rodzina – wyznaczanie granic

Daniel namówił mnie do napisania czegoś o moich doświadczeniach z pracą w domu i tak powstał ten pierwszy poważny tekst na tym rozrywkowym blogu. Dobra przesadzam – jeszcze mi tego nie opublikuje. Wyobraź sobie sytuację, że Ty i partner lub partnerka, pracujecie razem w domu. Dom to w tym momencie i zakład pracy i kuchnia i hotel i przedszkole – uwierzcie, że czasem taki układ to prawdziwe piekło.

24 godziny na dobę

Pierwszym problemem z jakim się zmierzycie to bycie razem – ale nie tak zwyczajnie tylko stale. Rano, w południe, wieczorem zawsze razem. Ktoś powie: super ja kocham mojego misiaczka! O jak bardzo się myli. Wychodząc normalnie do pracy na kilka godzin, tworzysz sobie swoją wyizolowaną przestrzeń, do której nie ma wstępu Twoja lepsza połowa. Masz swoje sprawy, problemy – poświęcasz się pracy bez przeszkód. Każdy związek jest tak naprawdę wystawiony na poważną próbę gdy widzisz się z kimś kogo kochasz cały czas.
I tu wchodzi tytułowe wytyczanie granic po raz pierwszy. Z żoną często siedząc w pracy koło siebie o metr nie odzywamy się do siebie przez kilka godzin. Jesteśmy koło siebie, czujemy swoją obecność i przyznam, że jest to fajne ale nawet wtedy nie jesteśmy kolegami z pracy bo pracujemy w innych firmach tylko poświęcamy się swoim zajęciom. To może brzmi dziwnie ale po kilku godzinach możesz podejść i powiedzieć – Kochanie jak dziś było w pracy? Masz ochotę coś zjeść? To wydzielenie czasu na pracę i bez niej jest konieczne by po pierwsze sobie nie przeszkadzać a po drugie by nie zwariować od nadmiaru siebie.

Gdzie dom, gdzie biuro

Drugą granicą staje się linia między, strefą w której pracujesz a tą w której spędzasz czas wolny. Jeśli ktoś ma odpowiednie warunki lokalowe, polecam wydzielić swoją przestrzeń do pracy przez podział pomieszczeń. Trzeba mieć kilka pokoi na biuro dla Ciebie i partnera ale to pomaga. Tworzysz sobie w ten sposób samotnię, w której nikt Ci nie przeszkadza, ale jednocześnie musisz dbać o to by się w niej za często nie zamykać, tylko wykorzystywać jak trzeba pracować.
W przypadku gdy podział pomieszczeń nie jest możliwy (jak u mnie), można zastosować prostą zasadę – moje biurko, moja twierdza. Każde z was ma swój azyl na 2 metrach kwadratowych. Siedzenie przy biurku oznacza wtedy prawdziwe siedzenie w biurze i nie gadaj do mnie bo pracuje – masz coś pilnego to zadzwoń 🙂

Gospodarka czasem

Czas też ma granice – trzeba go racjonalnie dzielić między pracę, żonę, dzieci, obowiązki i rozrywkę. Wiem że masz nielimitowany czas pracy ale by się nie mijać co chwilę z żoną i dzieckiem bo nie zdążę zrobić tego czy tamtego, lepiej narzucić sobie pewien rygor i dostosować go do rytmu dnia całego domu. Jeśli masz dzieci wykorzystaj na pracę czas kiedy są w szkole lub wiesz, że nikt nie będzie Ci przeszkadzać. Musisz jednak czasem twardo wytyczyć kolejną granicę. To, że jesteś w domu nie oznacza, że masz czas. Wyznaczaj sobie cele i je konsekwentnie realizuj a odstępstwa od nich jak w normalnej pracy dawkuj wg ich ważności. Czasem to ciężkie ale przy odrobinie samozaparcia da się zrobić.
Oddziel czas pracy od rozrywki. Ona jest konieczna by mieć luz w głowie. Gdy widzisz swoje miejsce pracy przez cały czas, to masz wyrzuty sumienia, że stoi puste a Ty się bawisz. O nie na to nie możesz pozwolić! Przykryj biurko kocem. A tak poważnie, to wychodź z domu lub rób coś innego co pozwoli Ci oczyścić umysł. Gotuj, zajmuj się dzieckiem czy kotem, oglądaj filmy – wyraźnie podziel to co się dzieje w Twoim otoczeniu.

Czasem, to co opisałem się totalnie sypie. Dziecko ma wolne w szkole. Rodzina uważa, że skoro siedzisz w domu to przecież nie masz nic do roboty i można Cie odwiedzić lub zadzwonić i gadać 3 godziny. Znajomi myślą podobnie i zaproponują wyjazd w środku tygodnia, bo przecież możesz to sobie poprzekładać. Klient zadzwoni w środku nocy bo przecież i tak nie śpisz i siedzisz w pracy. Żona zobaczyła śliczne kotki lub bobasa kumpeli i koniecznie chce byś zobaczył jakie to słodkie. To wam się będzie przytrafiać cały czas – podsumowując trzeba mieć wiele cierpliwości wrodzonej by takie piekiełko wytrzymać. Mimo to da się to ogarnąć i jakoś w tym funkcjonować – wiem z doświadczenia.

Powodzenia.
Karol

Przy okazji jak zgłodniałeś(aś) przy czytaniu moich wypocin, wpadnij na blog kulinarny http://kosapopatelni.pl
Nie – nie płaciłem za tą reklamę Danielowi a powinienem 🙂

zdjęcie – autentyczne miejsce pracy – czyje? sami się domyślcie!

Jeżeli macie podobne historie do opowiedzenia – Zapraszam!

Dzięki Karol!

Blog prowadzi: Daniel Trzciński
Praca w domu to czasem piekło! Jeśli często odczuwasz to samo to dobrze trafiłeś(aś) – wspólnie poskromimy tego demona.