Czas na motocykl cz.1

No właśnie, kiedy jest czas na motocykl? Kiedy wreszcie możemy wsiąść na naszą wymarzoną maszynę?

Chyba każdy ma w głowie obraz siebie samego, mknącego po drogach na dwóch kółkach. Nie ważne jaki motocykl Ci się marzy, ważne jest czy wierzysz, że mentalnie i fizycznie jesteś gotów dosiąść swojego wymarzonego rumaka i ruszyć w drogę. Nie ma większego znaczenia jaka pojemność, rodzaj motocykla, przyspieszenie – myślisz o tym od dawna. 

Ze mną było podobnie, na dwuśladach potrafiłem jeździć jeszcze będąc dzieciakiem. Mój tata nie miał samochodu – miał zawsze jakieś dwa kółka. Miał Rometa, Jawę, Simsona i z chęcią sadzał mnie z przodu i pokazywał jak działa sprzęgło i jak ruszyć bez gaśnięcia. Jak odpalić od kopa. Szybko zacząłem jeździć samodzielnie, oczywiście po bocznych drogach, w tej chwili byłoby to uznane za skrajnie nieodpowiedzialne, ale wtedy większość z nas jeździło na motorynkach i innych maluszkach. Ruch na drodze był żaden, a sprzęt dostawaliśmy do ręki pod czujnym okiem najlepszego instruktora na świecie – Taty! Był surowy i wymagający, ale pozwalał usiąść za kierownicą dopiero jak był 100% pewien, że latorośl jest bezpieczna.

Potem przyszedł czas na jazdy wiejskim sprzętem kaskaderskim WSK na wsi u znajomych, MZ ETZ 150/250, Jawy 350, Iże, Panonie kultowe Junaki i wszystko co wpadło w ręce. Pamiętam jak z przyjaciółmi jeździliśmy po okolicznych wiochach, gdzie zawsze w jakiejś stodole można było znaleźć cudeńko, które owszem wymagało naprawy, ale kto by się przejmował. Ceny nie były wygórowane – kilka win i można było maszynę zabrać ze sobą.

Proces jazdy był prosty – naprawiamy cały tydzień, żeby przez kilka godzin pojeździć po bezdrożach, a potem znowu maszyna na warsztat. Kiedyś mój przyjaciel był tak podekscytowany, że udało mu się odpalić Panonię, że zapomniał złożyć hamulce i przyjechał do mnie, żeby się pochwalić i gdzieś pojechać. Jak hamowaliśmy? Butami! Miał na sobie robocze obuwie swojego taty i tam, gdzie trzeba było zwolnić, zostawialiśmy dwa ślady ;). Jak wróciliśmy, to buty przypominały raczej cichobiegi na cieniutkiej podeszwie :).

Nigdy nikt się nie rozbił, nic strasznego się nie stało, ponieważ nie mieliśmy prawka naszą mekką był zlot motocykli ciężkich w Szklarskiej Porębie. Czekaliśmy na czas, żeby usłyszeć ryk silników, nacieszyć oczy większymi, lepszymi maszynami oraz bezkarnie pojeździć, bo policja nie kontrolowała podczas trwania imprezy… no i można było jeździć Bez Kasku!!!

Potem dopadło nas zwykłe życie, motocykle zeszły na drugi plan. Zaczęły się marzenia o samochodach a na drogach pojawiły się już japońskie maszyny, które budziły emocje leczy pozostawały w sferze marzeń. Większość moich znajomych nie było stać na taką maszynę – mnie też nie… 

Jestem za głupi na motocykl! Oj jak często to sobie wmawiałem, świetne wytłumaczenie … dla siebie samego. Rzucałem tekstami z cyklu – gdybym dalej jeździł, to pewnie by mnie nie było na tym świecie. Prawda jest niestety inna, nie jeździłem, bo mnie nie było stać – i to jest fakt! Z zazdrością obserwowałem maszyny mijające mnie na drodze i powtarzałem sobie, że może kiedyś…

„Kiedyś” nadeszło dość późno, bo dopiero w wieku 38 lat. Stwierdziłem, że dość wymówek i zacząłem się bardzo poważnie rozglądać za motocyklem dla siebie. Równolegle postanowiłem wreszcie zrobić prawo jazdy na kategorię A – tak, wcześniej nie miałem… co mam wam powiedzieć, po prostu nie było mnie stać a brak funduszy na wymarzoną maszynę dodatkowo powodował brak chęci zrobienia prawka. Stwierdziłem, że skoro nadszedł czas na motocykl, to nadszedł czas na prawko.

o tym w następnym odcinku… CDN.

Zapraszam do dyskusji – jakie były wasze początki przygód z Moto? Co sądzicie o Motocyklistach? Kiedy wg was wrócić w siodło?

 

 

Blog prowadzi: Daniel Trzciński
Praca w domu to czasem piekło! Jeśli często odczuwasz to samo to dobrze trafiłeś(aś) – wspólnie poskromimy tego demona.