Cierpienia młodego…

Będzie o cierpieniach młodego… no dobra może już nie tak bardzo ale wciąż młodego zwolennika zmian.

Ostatnio pisałem, że się biorę i wziąłem się, dla zdrowia, fajnego wyglądu i w ogóle 🙂 Trening, wybrana dieta – przecież wiem co robić…
No właśnie okazało się, że nie tak do końca wiem co robić. Fajnie by było stawać na wagę i widzieć same postępy, znikające kilogramy i coraz luźniejsze spodnie.

Do tego jeszcze długa droga, ale pomalutku i z głową. Pomimo mojej długoletniej przyjaźni z treningami, postanowiłem zasięgnąć opinii fachowca, który przeszedł już tą drogę i ma udokumentowane sukcesy – jemu to zajęło ROK! I wygląda fantastycznie, niestety nie mogę opublikować jego wizerunku, bo sam zarabia na tym. Musicie uwierzyć mi na słowo.

Zobaczył mnie na bieżni i postanowił zagadać, co planuję i w jakim stylu postanowiłem zadbać o siebie. Usłyszawszy mój misterny plan … roześmiał się szczerze. Jak już skończył mierzyłem go pytającym wzrokiem zabójcy.
– pozwól, że zadam Ci jedno pytanie. – zapytał.
– planujesz po wszystkim wyglądać jak facet? Czy jak pizda?
Wzdrygnąłem się nie rozumieją do końca, o co mu chodzi.
– jak to?
– Ano tak to! Bo widzisz wszyscy robią sobie drakońską dietkę, potem na siłkę i do oporu. Wieczorne warzenie i efekt suuuuppppeeeer!
Tylko nie wiedzą jednej rzeczy! Że palą mięśnie a nie tłuszcz! Po wszystkim zostanie im wielki wał skóry i skończy się rumakowanie.
– no więc spytam Cię jeszcze raz – jak chcesz wyglądać?
– No na pewno nie tak, jak sobie to właśnie wyobraziłem… – odpowiedziałem skruszony.
– Ok, no to słuchaj….

No i słuchałem, bardzo długo i uważnie, teraz nie wolno mi przez 3 miesiące nawet sprawdzać wagi… Tak, ponieważ mięśnie są cięższe niż tłuszczyk i efekt może być demotywujący. Rozpisaliśmy dietę dla mnie i plan treningowy ukierunkowany na przekuwanie tłuszczu w mięśnie a nie bezmyślne palenie mięśni i odrobiny tłuszczu.

Szczerze, podoba mi się ta wizja, którą zacząłem urzeczywistniać. Przyznam się, że nie jest lekko – mam wrażenie, że poza twarzą wszystko mnie boli. Mięśnie płoną żywym ogniem – to kara za te wszystkie postoje na McDonaldzie … i zamówienia, które wtedy tak słodko brzmiały w mojej głowie … „…powiększony zestaw Big Mac, frytki, duża kawa biała i dwa brązowe cukry … no i może jeden cheeseburger …” 

To wcale nie znaczy, że nigdy już się tam nie zatrzymam, ale raczej tylko na kawę, sałatkę i jabłko.
To ostatni moment na taką zmianę, niedawno jeden znajomy umarł na zawał, nie wcale nie był specjalnie gruby, ale żył w ciągłym stresie.
Jak by się dobrze zastanowić, to ja też żyję w stresie i na dodatek się zapuściłem. Nie zgadzam się na taki stan rzeczy !!! Koniec i kropka!
Ta myśl uśmierza słodki ból, przez który nie mogę zgiąć dobrze ręki …

Cierp grubasku, cierp …. zasłużyłeś 🙂

Blog prowadzi: Daniel Trzciński
Praca w domu to czasem piekło! Jeśli często odczuwasz to samo to dobrze trafiłeś(aś) – wspólnie poskromimy tego demona.