Bezstresowe wychowanie

Termin Bezstresowe wychowanie na dobre zagościł w naszej świadomości. Niestety rodzice nadal nie wiedzą, jak stosować tą metodę i z czym to się wiąże.
Lepiej pasuje bezsensowne wychowanie, ale co ja tam wiem.

Rodzice w sumie wychowali mnie „bezstresowo”, w moim domu nie było przemocy. Wychowałem się w latach 80-tych, wtedy można było spodziewać się przemocy w szkole nawet ze strony nauczyciela. Pielęgnowany był szacunek do starszych. Jak się dobrze zastanowię to dostałem od rodziców kilka klapsów – wszystkie były wg mnie uzasadnione. Mama opowiadała mi historię, której w zasadzie dobrze nie pamiętam.

Byliśmy w sklepie zabawkowym (tak, kiedyś były takie sklepy) i zobaczyłem rowerek. Muszę wspomnieć, że niestety nie urodziłem się w zamożnej rodzinie, w której dzieci dostawały, to na co miały ochotę. Było skromnie ale za to dostawałem dużo miłości i czasu rodziców.
Wspomniany rowerek stał się moim obiektem pożądania. Zacząłem głośno manifestować chęć posiadania.
– Mamo, ja chcę ten rowerek! – Zacząłem
– Synku, nie mam pieniążków, może kiedyś… – Próbowała przekonać mnie mama.
– Chcę rowerek! – zacząłem zanosić się płaczem i dla podkreślenia moich słów runąłem na podłogę bijąc pięściami i machając nogami.
Scena jak cholera, ludzie się patrzą, mama zawstydzona, nie wiedziała co zrobić, ale zastosowała mały fortel.
– Dobrze! Już Dobrze, chodź wyjdziemy ze sklepu i policzymy pieniążki, jak będzie całość, to kupimy Ci rowerek!
Ten tekst zadziałał, płacz i scena się skończyła, a ja dumny z siebie dałem wyprowadzić się mamie ze sklepu. Weszliśmy w wąską uliczkę „liczyć pieniądze”, jak obiecała mama.
– No to będzie ten rowerek czy nie? – Zacząłem płaczliwie, co jak się okazało później, było błędem.
Mama zamiast wyciągnąć portfel, wymierzyła mi kilka siarczystych klapsów w dupsko… Co o dziwo zadziałało, po 3 może 4 klapsach, powiedziałem magiczne słowo – Ja już nie chcę rowerka!!! – Wiem, że ta historyjka nie wygląda wesoło, ale uwierzcie mi, że zadziałało. Nigdy więcej już nie zrobiłem sceny w sklepie. Dodatkowo, jak przechodziliśmy koło tego sklepu, przez jeszcze jakiś czas wspominałem, że ja już nie chcę rowerka… :).
Rower i tak miałem, ale szybko oduczyłem się robić scen w sklepach.


Szczerze, to jestem wdzięczny, że sprawa została załatwiona w ten sposób, zamiast kary psychicznej, która nieumiejętnie stosowana może stać się w przyszłości przyczyną wizyt u psychologa. Bo czym jest tak zwane bezstresowe wychowywanie? Niczym innym niż zamiana kar cielesnych na psychiczne.
Większość rodziców nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, naogląda się „super-niani” a potem próbuje to stosować u siebie w domu.
W większości przypadków kończy się tym, że dziecko robi co chce, a rodzicie biernie się temu przyglądają – tragedia. Często obserwuję to w domach znajomych, gdzie zamiast porządnej rozmowy, dzieciak robi focha z przytupem, po czym oddala się wpatrzony w swój nowy telefon, który był… no właśnie czym? Nagrodą za złe zachowanie? Czy może łapówką, żeby młody/młoda dali rodzicom wreszcie spokój  a im samym zapewnił usprawiedliwienie na wyrzuty sumienia.

To nie jest tak, że w Polsce nie umiemy wychowywać a na zachodzie jest super- NIE! Tam też nie ma psychologów w rodzinie, którzy umieją stosować przemoc psychiczną wobec dzieci! Już od dawna można zaobserwować błędy w wychowaniu u młodego pokolenia. Wiem, że bezsensowne bicie jest złe, ale danie po łapach, czy babcine trzepnięcie ścierą przez plecy było skuteczne. Chcę jeszcze raz podkreślić, że jestem przeciwnikiem „katowania” i bicia dzieci, ale zwolennikiem szybkiej reakcji z cyklu danie po łapach, na gorącym uczynku!

Bierność rodziców prowadzi do wychowania pokolenia, które nie przejmuje się konsekwencjami, za nic ma rodziców, nauczycieli i starszych ludzi. Dorastają bez konsekwencji i w efekcie potrafią założyć śmietnik nauczycielowi na głowę… Dla mnie tragedia. Kiedyś, to było nie do pomyślenia. Teraz żyjemy w czasach gdzie nauczyciel zostanie jeszcze oskarżony o sprowokowanie biednych dzieciątek. Pamiętam, że kiedyś na hasło – Przyjdziesz z rodzicami! – Strach, przed konsekwencjami powodował, że człowiek robił wszystko, żeby tylko do tego nie dopuścić. Teraz to nauczyciel boi się wezwać rodziców, bo będą stali murem za swoją latoroślą i zrobią wszystko, aby winę przesunąć na nauczyciela.

Ostatnio byłem bohaterem pewnej sytuacji w centrum handlowym. Musiałem coś załatwić przy stanowisku T-Mobile, była niewielka kolejka, więc uzbroiłem się w cierpliwość sprawdzałem coś sobie w telefonie. Za mną w kolejce ustawił się gadający przez telefon pan, który przyszedł tam z około siedmioletnim synkiem. Młody nudził się niemiłosiernie, wiadomo, że kolejka w takich miejscach nie posuwa się sprawnie. Biegał sobie wokół stoiska i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że przy drugim okrążeniu podbiegł i … sprzedał mi bolesnego kopa w łydkę!
Tak, właśnie tak – gówniarz mnie kopnął i to na oczach ojca!!! Zmierzyłem kolesia piorunującym wzrokiem i czekałem na reakcję – niestety nie nastąpiła. W tym samym czasie młody kończył już drugie okrążenie i jak się pewnie domyślacie, znów sprzedał mi kopa.
Nie wytrzymałem, podszedłem do gadającego pana, poprosiłem o odłożenie telefonu i „przytuliłem” go. Wiecie – dużo kamer, ludzi nie ma sensu robić sceny. Na ucho wyszeptałem mu – jak „ON” mnie jeszcze raz kopnie, to tak Ci przyper…olę…. ! – Po czym puściłem go z objęcia.
Pan, natychmiast skulił się w sobie, nie przeprosił, zawołał synka ale nie po to, żeby go skarcić, tylko złapał go za rękę i uciekł z centrum.
Realy???? Pomyślałem. – Czy to teraz tak wygląda? Co za bezsens, jak mi ktoś powie, że źle zrobiłem, to umrę ze śmiechu.

W necie znalazłem takie nagranie, które pokazuje podobne zachowanie:

Drodzy rodzice, to wy odpowiadacie za wychowanie dzieci, jak również za wszystkie konsekwencje płynące z jego braku. W opisanej sytuacji, mało brakowało i konsekwencje dopadły by ojca. Innym razem konsekwencje dopadną kogoś innego, może samo dziecko! Pójdzie do szkoły, w której będą starsze dzieci i tam będzie myślało, że wszystko im wolno no i jakiś „starszak” sprowadzi je z olimpu na ziemię. Wtedy będzie wielkie larum, że jak ktoś śmiał i tak dalej…
Wiem, że temat jest drażliwy, dlatego powinniśmy się zastanowić, jak postępować z dziećmi na etapie wychowywania. Jeden mały klaps w formie skarcenia załatwiał kiedyś temat, teraz … cóż

Blog prowadzi: Daniel Trzciński

Praca w domu to czasem piekło! Jeśli często odczuwasz to samo to dobrze trafiłeś(aś) – wspólnie poskromimy tego demona.